„Merylin Mongoł” – Jarosław Skupień


Teatr NIE MA, Szczecin
Merylin Mongoł

Scenariusz : Nikołaj Kolada
Reżyseria : Tatiana Malinowska-Tyszkiewicz

Bardzo lubię język rosyjski, jego ciepłe brzmienie, zwłaszcza w balladach i poezji. Jest coś takiego w literaturze rosyjskiej, co nam Polakom bliskie jest szczególnie. Może wynika to z naszej historii? Jest w nas ta sama tęsknota za normalnością.

… Dobrze jest mieć takie miejsce gdzie można się ukryć przed całym światem … Nasze domy – azyle, miejsce odpoczynku, pracy, zabawy, nauki, są świadkami naszego życia, naszych małych historii …

Jedną z takich historii pięknie opowiedział nam podczas Odeonu szczeciński Teatr „Nie Ma”.

Znamy, oj znamy ten teatr. Co roku po prostu zachwycają nas swoją grą! Dwa lata temu otrzymali pierwszą nagrodę ODEONU, trzy lata temu Grand Prix, w ubiegłym roku nagrodę aktorską. Teatr ten to doskonały przykład połączenia umiejętności niemalże perfekcyjnej gry aktorskiej teatrów zawodowych z lekkością i radością grania teatrów amatorskich.

Co przywiózł nam w tym roku „Nie ma”? Przywiózł życie, samo życie. Nie takie serialowe, zagłaskane. Nie były to etiudy pełne grafomańskich analiz psychologicznych, nie były sztuczne i ucharakteryzowane idealnie jak twarz modelki reklamującej kosmetyki, nie były prostackie i trywialne. Był to kawał świetnie zagranej historii zwykłego życia, a właściwie … egzystencji podporządkowanej funkcjonowaniu organizmu wielkiego kombinatu. W tle tej właśnie egzystencji obserwujemy zatracenie się jednostek, znieczulicę społeczną, degenerację psychiczną i fizyczną bohaterów spektaklu.  

Prosta historia. W dwupokojowym mieszkaniu mieszka mama z córką Olgą i lokatorem. Jest jeszcze jeden „lokator”. Ten, mieszka jednak w umyśle Olgi wywołując w nim projekcje „innych światów”, wyświetlający „filmiki” innej rzeczywistości

Twierdzenie, że mimo choroby psychicznej i mankamentów urody Olga szuka miłości byłoby zbyt proste i oczywiste. Olga, jak każdy człowiek stara się rozpaczliwie znaleźć w betonowej, siermiężnej rzeczywistości odrobinę światła.

Czy to wyobraźnia, czy choroba psychiczna – nie wiadomo. W umyśle Olgi pojawiają się obrazy z innych krain, gdzie wszystko piękne jest i zielone. Przychodzi też tajemniczy dziadek z brodą … Bóg, grożący jej palcem, zasmucony tym co dzieje się wokoło.

Siostra Olgi – Inna – poddała się … wciągnęło ją rozwiązłe życie, topi smutek w alkoholu. Wie, że nie tak powinna wyglądać jej historia. Bo człowiek … chciałby żyć, chociaż to moje życie takie ochydne to ja chce żyć, zanim człowiek umrze to chciałby żyć!

Olga stara się uporządkować swoje życie. Zrywa z kochankiem, którego żona wkrótce urodzić ma dziecko. Kieruje swoje uczucia w stronę lokatora Aloszy. Ten jednak, idealista pełen wzniosłych myśli, pragnący uratować świat swoją ideologią … ze strachu przed Miszą – facetem będącym jego przeciwieństwem – wyjeżdża z miasta. Dowiaduje się też, że Olga, którą uważał za uduchowioną … sypiała wcześniej z Miszą …

W świecie pozbawianym zasad, w świecie podporządkowanym pracy i  „wyższym celom” społeczeństwo i jednostki zatracają się. W otoczeniu pełnym „szkodliwego promieniowania” każdy próbuje pomimo swoich ułomności i uzależnień znaleźć swój mały świat. Życie bez zasad ma swoją cenę. Taki świat nie ma prawa istnieć. To … jego koniec.

Telewizja i radio znowu podają, że zbliża się potężna katastrofa … Do Olgi ostatni raz przyszedł Bóg. Płacze, łzy mu kapią jak krew. Powiedział, że więcej już nie przyjdzie … nazwał ją od najgorszych …

Alosza odchodzi, zaprzeczając swoim zachowaniem wszystkim dotychczasowym ideałom … anioł w umyśle Olgi odwrócił swój wzrok …

Olga … na chwilę tylko znajduje spokój i ukojenie w ramionach kochanka … 

Olga woła Boga … na próżno … zbliża się prawdziwy koniec świata …

Cóż mogę dodać. Rewelacyjne! Świetne role! Pauli Niemczynowicz i Katarzyny Nowak! Aktorzy od początku do końca wciągają nas w wir wydarzeń. Stają się aniołami naszych jaźni, aniołami które wywołują w naszych umysłach projekcję świata Olgi, Miszy, Aloszy, Innej i anioła-narratora.

Świetna gra aktorska! Paula Niemczynowicz, Katarzyna Nowak, Artur Bartosiewicz, Mateusz Figiel, Grzegorz Dolniak – Wielkie Brawa!

Wielkie brawa należą się również za reżyserię spektaklu dla Tatiany Malinowskiej-Tyszkiewicz.

Tuż po spektaklu zadałem Pani reżyser kilka pytań. Chciałem dla siebie i dla Was dowiedzieć się więcej o tym jak teatr zaistniał w jej życiu, o  sposobie pracy z aktorami. Oto odpowiedzi : 

Z teatrem „Nie ma” pracuję od 10 lat. Zaczynali jako teatrzyk licealny – teraz to już studenci. W zespole mamy 22 osoby. Gramy bardzo dużo spektakli.

Pierwszy moment mojego zetknięcia ze sceną – Miałam wtedy 16 lat, klasa II licealna. Trafiłam do teatru amatorskiego we Lwowie. Mój pierwszy reżyser – Ada Kunica. Pamiętam – pomyślałam wtedy – będę w teatrze! Będę kimkolwiek, szatniarką, będę sprzątać, nieważne kim ale będę w teatrze! Potem wielokrotnie próbowałam się dostać do Instytutu Leningradzkiego, różnych instytutów, kończyłam, niedokończyłam. Kiedy miałam już córkę i byłam dorosłym człowiekiem – powiedziałam – po raz ostatni spróbuję – nie dostanę się – trudno – odchodzę. Dostałam się jednak do Moskiewskiego Instytutu Teatralnego. Dostałam się na reżyserię. Po skończeniu prowadziłam 10 lat Teatr we Lwowie, potem z różnych powodów wyjechałam i przyjechałam do Polski, do Szczecina. Znalazłam swoje miejsce w Teatrze Polskim w Szczecinie. Jestem już 14 lat w Polsce, pracuję w Teatrze Polskim, jestem reżyserem.

Od 10 lat prowadzę zespół Teatru „Nie ma” i jednocześnie zespół „Krzywa Scena” w Stargardzie Szczecińskim,

Jestem reżyserem, wyszukuję teksty, pomysły, mam dużo własnych doświadczeń, nigdy nie robię z aktora marionetki, niezależnie od tego czy jest to Teatr amatorskiczy profesjonalny. Zreszta dla mnie pojęcie zawodowy i amatorski – nie ma sensu i znaczenia – nawet najmniejsze dziecko dziecko grające w moim zespole, to aktor, który proponuje mi coś z siebie ze swoich doświadczeń. Tak rodzi się kolejny spektakl.

Z kury syny to sztuka napisana na 2 osoby. W trakcie prób zrobiła się sztuka na 7 osób. Ciężko jest znaleźć repertuar odpowiedni dla takiego przedziału wiekowego. Uważam, że najlepszym warsztatem dla aktora amatora jest praca na scenie. W starszej grupie u „niemaków” – mam bardziej doświadczonych aktorów dla których poszukuję tekstów, teksty dobierane są pod kątem konkretnych osób.

Rosyjską literatura co jest rzeczą oczywistą – bardzo kocham, kocham każdą dobrą literaturę niezależnie od tego kto jest autorem … ale uwielbiam sztuki Mrożka – dla mnie to on jest królem sztuki. Lubię też sztuki rosyjskie, tłumaczę je. Ostatnio stosunki między Polską a Rosja układają się ciężko. Starsi rozumieją że to tylko igraszki polityczne – młodzi dają się jednak manipulować i poddają się różnym sugestiom,  stereotypom. Chciałabym to zmienić. Dać im Rosję inną, taką która jest taka ludzka i łagodna, śmieszna i tragiczna. Uwielbiam też Czechowa, ale boje się go jeszcze. Nie wiem, czy juz dojrzałam do niego. Bardzo lubię współczesną literaturę rosyjską, kocham Gombrowicza ale uwielbiam Mrożka.

W trakcie rozmowy dowiedziałem się też takiej historii :

A wszystko to zaczęło się jeszcze wcześniej. Miałam wtedy 7 lat, pamiętam – jakiś taki szkolny tatrzyk, ja byłam motylkiem pamiętam ten cud, gdy wyszłam na scenę i … poczułam się prawdziwym motylkiem!

To co robimy, czego słuchamy, co oglądamy ma na nas wielki wpływ. W innym spektaklu – sztuce Grupy teatralno-happenerskiej „Próg” padły słowa : … jedna kropla atramentu potrafi zabrudzić całe wiadro wody ale … płomień świecy potrafi wypełnić swoim światłem cały pokój …

W chwili, gdy mała Tatiana przebrana za motylka wstąpiła na scenę zapalił się dla niej taki właśnie płomień świecy. Płomień tak silny, że rozpaliła nim w Szczecinie i Stargardzie wielkie ogniska, przy których cieple co jakiś czas andrychowska publiczność może się cudownie ogrzać.

Jarosław Skupień

Go to Top