Genialny plan, czyli komediowy weekend z Teatrem nie ma


Jak przekonać surową panią dyrektor Domu Dziecka do tego, że jesteśmy najlepszymi rodzicami pod słońcem? Bohaterowie sztuki „Genialny plan” mają na to „niezawodną” albo raczej, jak czas pokazał, zawodną koncepcję. Widzowie zebrani w piątkowy wieczór w Akademickim Centrum Kultury mogli dowiedzieć się, jak jednego dnia zdobyć dziecko, dom i pieniądze.

Tom  wiedzie spokojne i poukładane życie ze swoją uroczą żoną Lindą. Do pełni szczęścia brakuje im dziecka. Postanawiają je adoptować. Jedyną przeszkodą, jak się  później okazuje, nie do przejścia jest fakt, iż mężczyzna ma dwóch nie za bardzo rozgarniętych braci. Jeden z nich- Garri pracuje jako trzeci asystent w prosektorium, a Dziki to typowy przykład lenia, który specjalizuje się w załatwianiu nielegalnych interesów. Nadchodzi dzień wizyty Pani Potter, przedstawicielki Domu Dziecka, z którego małżeństwo chce adoptować pociechę. Jak na farsę przystało wszystko zaczyna się komplikować właśnie w tym momencie. Garri wpada na genialny plan. Kradnie nieboszczyka z prosektorium i zamierza zakopać go w ogrodzie. Ma to na celu obniżenie wartości rynkowej domu, w którym mieszka i które chce kupić Tom. Dziki natomiast „pożycza” ciężarówkę starszego brata i przemyca z Francji ogromną ilość papierosów, alkoholu i ku zdumieniu wszystkich (a nawet samego przemytnika) dwóch, nielegalnych, bałkańskich imigrantów. Na domiar złego koło domu zaczyna kręcić się policjant- Konstabl Daunz. Cała sytuacja wymyka się spod kontroli, a Tom próbując ją uratować, pogrąża się w coraz to wymyślniejszych i bardziej zaskakujących kłamstwach. Cały galimatias kończy się jednak dobrze. Para choć nie otrzymała pozwolenia na adopcję ku zdumieniu wszystkich spodziewa się własnego dziecka.

Genialny plan to farsa, która w najprostszy sposób pokazuje, że kłamstwo ma bardzo krótkie nogi. Główny bohater, próbując uratować niekomfortową sytuację, w której znalazł się nie ze swojej winy uruchamia machinę niezwykle zabawnych zdarzeń. Warto zwrócić uwagę nie niezwykle wyrazistą kreację bohaterów. Każdy  z nich to osobowość nie do podrobienia. Duży ukłon w tym miejscu dla aktorów, którzy bezbłędnie oddali charakter postaci, w które się wcielili. To w dużej mierze ta cecha sprawiła, że sztuka była nieudawanie śmieszna, a grający bawili się słowem, ruchem i gestem na scenie, co w efekcie zaowocowało bardzo udanym spektaklem, z którego widownia wychodziła w naprawdę dobrym humorze.

 

Tekst i Foto: Beata Mintus

Go to Top