Nieforemna Elektra – Kornelia Kiszewska


NIEFOREMNA ELEKTRA

Teatr Nie Ma podjął się zaprezentowania „Elektry” na podstawie tragedii Sofoklesa i Eurypidesa. Nie wydaje się to trudnym zadaniem, bo przecież antyczne utwory rządzą się powszechnie znanymi prawami i zostały już poddane chyba wszelkim możliwym interpretacjom. Nic bardziej mylnego.

Reżyser Tatiana Malinowska-Tyszkiewicz skorzystała z tekstu zawartego w tragedii, ale przez jego ułożenie zupełnie zmieniła punkty ciężkości i wzmogła wyrazistość postaci. „Elektra” Teatru Nie Ma sprawia, że widz odczuwa silną niechęć do tytułowej bohaterki, współczuje Orestesowi, żałuje Klitajmestry, a Chrystotemis go irytuje. Bardziej aktualny wydźwięk sztuka zyskała przez zmniejszenie roli fatum, na rzecz uwikłania w relacje międzyludzkie. To nie głos wyroczni ma decydujące znaczenie w podejmowanych przez Orestesa decyzjach.

 

Na pierwszy plan zostaje wysunięty kompleks Elektry będący przyczyną wszystkich zdarzeń w sztuce. Nie jest to rozżalona dziewczyna z tekstu Sofoklesa. Okazuje się egoistyczną, zaślepioną gniewem manipulantką, uciekającą się nawet do uwodzenia Orestesa aby osiągnąć swój cel. Wykorzystuje brata do popełnienia zbrodni, której dokonania sama pragnie. Zmusza Orestesa, mimo jego wyraźnego oporu, do zabicia matki. Natomiast jego działania są pozbawione wyrachowania obecnego w tragedii Sofoklesa. Nabierają cech amoku i powodują u bohatera rozpacz. Automatycznie nasuwa się tu skojarzenie Elektry z Lady Makbet jako inspiracji dla powstania bezlitosnej królowej, jednak w przeciwieństwie do bohaterki dramatu Szekspira, młodej dziewczyny nie imają się wyrzuty sumienia. Wszystkie jej czyny wynikają ze szlachetnych pobudek. Silna psychologizacja postaci jest zdecydowanym atutem przedstawienia. W sztuce Teatru Nie Ma nie można pozbyć się odpowiedzialności za zabójstwo zasłaniając się przeznaczeniem.

 

Ta tragedia przytłoczyła w pewien sposób zespół Teatru. Aktorzy, pozostając wiernymi wzorcom antycznym, momentami wręcz recytują kwestie zamiast je grać. Sztuka nabiera przez ten zabieg zbytniej patetyczności, ale trzeba przyznać, że trudno uniknąć tego efektu wystawiając tragedię grecką w dość wiernej oryginałowi formie. Statyczność głównych bohaterów miał równoważyć chór, często zmieniający ustawienie i posługujący się prześcieradłami w roli rekwizytów. Niestety z powodu znikomego wpływu jego działań na wymowę „Elektry” i nagromadzenie dużej ilości osób na niezbyt dużej scenie ACK US, przede wszystkim stworzył wrażenie nieładu.Teatr Nie Ma dobrze przepracował treść, nie radząc sobie jednocześnie z przystosowaniem trudnej formy do potrzeb współczesnego widza.

Autor:
Kornelia Kiszewska
Foto:
M. Krawczyk, K. Stępień, M. Kiełpiński
Go to Top