Za wszelką cenę. Premiera na koniec sezonu

Premierą zakończył sezon artystyczny szczeciński Teatr Nie Ma. Publiczność, która w miniony piątek jak zwykle szczelnie wypełniła salę Akademickiego Centrum Kultury, tym razem obejrzała oparty na tekście Ludmiły Razumowskiej dramat „Droga Pani Heleno”.

Spektakl to swoisty powrót do przeszłości – Teatr Nie Ma i reżyser Tatiana Malinowska – Tyszkiewicz, w 2006 roku wystawili już sztukę Razumowskiej, pod oryginalnym tytułem „Klucz”. W pokazanym w piątek przedstawieniu, w obsadzie znalazły się też dwie osoby z tamtej adaptacji: Marta Jesswein i Artur Bartosiewicz.

Cała historia rozpoczyna się od wizyty, jaką swojej nauczycielce matematyki składa czwórka maturzystów. Pretekstem są urodziny pani Heleny. Ola, Wiktor, Władek i Paweł śpiewają „sto lat”, wręczają prezent, a nauczycielka nie kryje zaskoczenia. Młodzi ludzie to rasowi humaniści, zawsze mocno na bakier z przedmiotem, który Helena wykłada. Atmosfera jest jednak sympatyczna, a uczniowie bardzo życzliwi. Do tego stopnia, że proponują Helenie wakacje w leśniczówce i miejsce w renomowanej klinice dla jej schorowanej matki. W zamian mają tylko jedną małą prośbę: chcą klucza do sejfu, zawierającego ich maturalne prace. Uczniowie doskonale bowiem wiedzą, iż egzamin poszedł im słabo, przez co nie mają szans, by dostać się na wymarzone studia. Od momentu, w którym ukryty cel wizyty zostaje ujawniony, spotkanie przekształca się w otwartą walkę.

Ola, Wiktor, Paweł i lider całej grupy Władek, są zdesperowani by dopiąć swego. Próbują wszystkiego: perswazji, szantażu, psychicznego nacisku, wreszcie – fizycznej przemocy. Matematyczka jednak jest twardsza, niż się młodym wydawało. Broniąc zasad, w które wierzy, sprawia, że uczniowie tracą kontrolę nad sytuacją. Ciosy, którymi próbują przełamać opór Heleny, rykoszetem trafiają w nich samych. Staje się jasne, iż nikt z tego starcia nie wyjdzie wygrany.

Tekst Razumowskiej „Droga Pani Heleno” to interesujący dramat o współczesnych różnicach ludzkich postaw. Czy w przesiąkniętym cynizmem świecie, jest jeszcze miejsce na etykę i moralność? Czy nieuczciwość staje się normą i trzeba się z tym pogodzić? Czy każda metoda prowadząca do celu jest dobra – nawet ta, skutkująca ludzką krzywdą?

W spektaklu Teatru Nie Ma – nomen omen – nie ma nadmiernie rozbudowanej scenografii (parę krzeseł, umowne futryny drzwi) i aktorskiej nadekspresji, a to sprzyja skupieniu się na tekście, jego problematyce i przesłaniu. Do tej bardzo ciekawej propozycji można mieć jednak zasadnicze zastrzeżenie: mocną wymowę psuje nierówne aktorstwo. Od bardzo przekonującego w roli Władka Tomasza Ostacha i równie dobrych Marty Jesswein (Ola) i Artura Liwusia (Wiktor), solidnie odstają drewniany Artur Bartosiewicz jako Paweł i recytująca swoje kwestie Anna Błażewicz (pani Helena).

 

Katarzyna STRÓŻYK
Kurier Szczeciński nr 127
03-07-2013