„‚x4′, czyli magiczna niedziela” – Wiktoria Wojciechowska


 

Club LuLu spo­wity jest pół­mro­kiem, w powie­trzu czuje się zapach dopa­la­nej lampy naf­to­wej. Publicz­ność wcho­dzi do pomiesz­cze­nia rów­no­cze­śnie z akto­rami, zaj­muje miej­sca  na czer­wo­nych kanapach.

 

Nad jej gło­wami roz­ciąga się olbrzymi żyran­dol z krysz­ta­łami, wyjęty jakby ze sce­ne­rii balu na ksią­żę­cym zamku. Tele­wi­zory, imi­tu­jące obrazy, wydają się magiczne. Choć okala je rama, wewnątrz nie ma płótna. Wszystko to two­rzy świetny klimat, jakiś tro­chę magiczny i zacza­ro­wany. Spek­takl się rozpoczyna.

“x4” to histo­ria czte­rech dia­me­tral­nie róż­nią­cych się od sie­bie kobiet, miesz­ka­ją­cych pod jed­nym dachem. Każda z nich ma inny problem, inne troski, inny spo­sób na życie. Choć z pozoru tak różne, łączy je jedno: wszyst­kie pró­bują sta­wić czoła codzien­nym wyzwa­niom, jakim muszą podo­łać w ciagu sza­rych, powsze­dnich dni. Dusia jest pro­jek­tantką mody, kobietą po przej­ściach, naj­star­szą z całej czwórki. Roz­wo­dzi się z mężem, kiedy ten porywa jej dzieci. Ryba stara się być twardą i nie­czułą kobietą, która nie przej­muje się odej­ściem męż­czy­zny. Jed­nak bar­dzo prze­żywa utratę uko­cha­nej, dru­giej połówki. Marze­niem Wal są waka­cje na Hawa­jach. Skromna wypłata pie­lę­gniarki nie zapewni jej reali­za­cji tego pra­gnie­nia. Aby uzbie­rać pie­nią­dze, wie­czo­rami się pro­sty­tu­uje. O ostat­niej z nich– Lecie– dowia­du­jemy się najmniej. Cicha i spo­kojna zdaje się czu­wać nad swo­imi współ­lo­ka­tor­kami, sama skry­wa­jąc kom­pleks wagi.

Scena jest nie­wąt­pliwe zdo­mi­no­wana przez kobiety, poja­wia się na niej tylko jeden męż­czy­zna z kamerą. Spek­takl wzbo­ga­cony jest poka­zem mul­ti­me­dial­nym. Obraz, wyświe­tlany w tle, uka­zuje widzom to, czego nie są w sta­nie zoba­czyć ze swo­ich miejsc. Sta­nowi to cie­kawy ele­ment całości.

Jedyne, co nie odpo­wia­dało mi tego nie­dziel­nego wie­czoru jest słabe nagło­śnie­nie Clubu LuLu. Pomimo całego kli­matu, jaki stwo­rzył, jego wadą był hałas, który unie­moż­li­wiał dokładne sły­sze­nie wypo­wia­da­nych przez aktorki kwestii.

Zachę­cam wszyst­kich zain­te­re­so­wa­nych losem tej czwórki. Jak one radzą sobie z tymi pro­ble­mami? Jak się wspie­rają? Teatr Nie Ma nie daje jasnej odpo­wie­dzi. Przed­sta­wie­nie nie uka­zuje łatwej puenty czy też nauki, ale zmu­sza do reflek­sji– nad środ­kami i celem życia. Wychodzę więc zamy­ślona, pogrą­żona w roz­wa­ża­niach. Zado­wo­lona. Ubo­le­wam jed­nak nad tak mało liczną publiką. Wybie­ra­jąc się do klubu, myśla­łam, że wię­cej osób skusi jed­nak teatr niż kolejny odci­nek serialu w TV.

Wiktoria Wojciechowska
Szczecin Aloud

Go to Top