„Teatru Nie Ma do ostatniej chwili” – Agnieszka Piskorek


 

Z okazji scenicznego debiutu Teatru „Nie Ma” na festiwalowych deskach, przedstawiamy rozmowę z Igorem Krupczyńskim, jednym z aktorów występujących w spektaklu „x4” w reż. Tatiany Malinowskiej-Tyszkiewicz.

Jak długo jesteś związany z Teatrem „Nie ma”?

Jestem tu od 4, nie, to już 5 lat mojej aktywnej  współpracy z teatrem, zaczynałem w liceum jako aktor, potem zająłem się też reżyserią, rejestracją projektów na żywo. Tutaj mogę się rozwijać. Jesteśmy organizatorami warsztatów, festiwali, np. „PRO-CONTRA” w Szczecinie czy festiwalu „Pod Motyką”. Najbliższy jest mi „Teatr w stodole” odbywający się od 2003 roku w Nastasinie. To najlepsza scena świata.

Skąd zainteresowanie tekstem Pam Gems?

To wybór reżyserki. Dołączyłem do projektu później, kiedy wiele scen było już omówionych. Mogę powiedzieć, dlaczego na scenie pojawia się moja postać. Rejestruję kamerą wszystko, co dzieje się na scenie, jak ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zaistnieć w telewizji, pokażą każdy brud, obnażą każdą intymność. Robię reality show, ale nie stoję zupełnie z boku, wchodzę czasami z postaciami  w interakcję.

Skąd pomysł na narrację podwójnym obrazem – scenicznym i na ekranie?

Idea powstała chyba równocześnie w umyśle moim i reżysera. Ostatnio wykorzystaliśmy w kilku projektach możliwości, jakie dają nowe technologie. Wiele się działo w teatrze z rzutnikami, kamerą.  Reżyserka zaproponowała coś takiego w tym spektaklu, ja się poddałem tej prośbie (śmiech). Dużo się nauczyłem o narracji filmowej, czy kadrowaniu planów.

Na jakie trudności natknęliście się przy realizacji projektu?

Na początku siadała bateria w kamerze, nie wytrzymywała tak długiej pracy. Dlatego musiałem podpiąć dodatkowy kabel z prądem. Bałem się, że będę przeszkadzał, ale nie, żadna z dziewczyn na scenie nawet się o niego nie potknęła.

Jak wpisujecie się w konwencję dokumentARTu?

Słowo-klucz to multimedia. Nomenklatura tego słowa mnie nie zachwyca, jest wyświechtane, ale dobrze obrazuje, co robimy na scenie. W przedstawieniu obecny jest obraz filmowy, który powstaje na żywo, cały czas kręcę aktorów, pokazuję też publiczność. Bardzo się cieszę z naszej obecności  na festiwalu, w takiej roli wystąpiliśmy pierwszy raz.

Co znaczy motyw gry w szachy, który podkreślasz nieruchomym obrazem z kamery? Czy to odwołanie do Bergmana?

Nie, nie odwołujemy się do Bergmana (śmiech), czasami najprostsze pomysły są najlepsze. Tak buduję po prostu dramaturgię, chciałem zatrzymać dynamikę kamery, statycznym ujęciem dać szansę wydarzeniom rozgrywającym się na scenie. Zdradzę, że oglądana rozgrywka szachowa odbywa się naprawdę.

Na koniec wyjaśnij proszę, dlaczego widzowie nie mogli zająć miejsc na sali wcześniej, musieli czekać, aż spektakl się rozpocznie.

Zawsze tak się dzieje na naszych przedstawieniach. Nie jesteśmy teatrem zawodowym, nie mamy zaplecza techniczno-garderobianego. Nie można oglądać aktora, który przygotowuje się do wejścia na scenę, to przynosi pecha, zapraszamy więc naszych widzów z chwilą  rozpoczęcia spektaklu.

Rozmawiała Agnieszka Piskorek

Go to Top