„Szanowny Panie Darwin!” – Jan Uniejewski


 

O spektaklu Kroki szczecińskiego Teatru Nie Ma Kroki / fot. Maria Jękot

 

Szanowny Panie Darwin!

W swej teorii ewolucji przyjął Pan, że każdy kolejny gatunek pochodzi od poprzedników, a nadto, że jest lepiej od nich przygotowany do życia. Konsekwencją tego założenia, które raczył Pan udokumentować, jest twierdzenie, że każdy kolejny gatunek jest inteligentniejszy lub co najmniej tak samo inteligentny, jak poprzedni (Bo jakże miałby być mniej rzutki, skoro ma być lepiej przygotowany?). Teoria zręczna i z pozoru niepodważalna, lecz – niestety – z łatwością zdemaskowała ją grupa szczecińskich studentek – Teatr Nie Ma (I proszę mi tylko nie mówić, że już z samej nazwy wynika, że teatr ów jest moim wymysłem!).

Nie wpadł Pan bowiem na genialny skądinąd pomysł, by zestawić problemy, z jakimi boryka się człowiek, z problemami trapiącymi karalucha; by przeżycia ludzkie porównać z przeżyciami Braci mniejszych. Teatr Nie Ma na to wpadł i zrobił. I to jak! Aktorki piękne, wyraziste, płynnie poruszające się po scenie, wspaniale akcentujące każde słowo (nawet w stylizacji mowy niedouczonego „wsioka zza Buga”), współgrające z muzyką. Cudowne! Godne polecenia i pochwały.

Proszę sobie wyobrazić rozterki dwóch pięknych Karaluszyc stojących w obliczu, jak się zdaje, niechybnej śmierci, oczekiwanej jako dopełnienie zagłady ich populacji w pewnym domu. Karaluszyce te, podobnie jak ludzie, różnie reagowały na stres i świadomość zbliżającego się końca. Jedna chciała uciekać, mimo że nie miała żadnego, choćby najprostszego, planu. Druga zaś, pogodzona ze śmiercią, wyliczała możliwe zakończenia w scenariuszu swojego żywota z ręki człowieka, który w sztuce nosi miano tytułowego „Kroku”. On to bowiem, swoim „krokiem”, zabija nieszczęsne robactwo. Splatają się z karaluchowymi problemami problemy dwóch „Kroków”. Jeden z nich jest chorą psychicznie kobietą, która mimo racjonalnych argumentów swojej córki (Krok drugi) nie chce opuścić rodzinnego domu i przenieść się do domu starców. Kobieta chwyta się przysłowiowej brzytwy by przekonać córkę do zaniechania przeprowadzki. Wymyśla, że rozmawia z Karaluszycami, które podstępnie uwięzi w szklankę. Twierdzi, że w domu pozostać musi właśnie dla tych robaków. Córka, racjonalna bizneswoman, nie daje się przekonać. Dochodzi do awantury. Karaluszyce wykorzystując moment nieuwagi uwalniają się z pułapki. Są ocalone. Stał się cud. A człowiek dalej stoi w miejscu – nie stara się rozwiązać problemów (dopomóc cudowi, jak Karaluszyce), nie słucha i nie słyszy, notorycznie upiera się przy swoim.

I co, Panie Darwin, kto jest inteligentniejszy?

Jan Uniejewski
teatrakcje.pl

Go to Top